Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty

Doświadczenie kluczowe na lekcji


                         Aktywne czytanie
Jedną z najważniejszych kompetencji, w jakie szkoła powinna wyposażyć ucznia jest umiejętność  czytania ze zrozumieniem. Żeby osiągnąć ten cel nauczyciel musi sprawić, by uczeń był aktywny, tworzył w myślach pytania dotyczące tekstu, tworzył jego własna wersję.  Można zachęcić uczniów do aktywnego czytania poprzez:
1)      interesujące zadanie, np. rozwiązanie problemu dzięki informacja zawartym w tekście;
2)      sporządzenie streszczenia, mapy myśli, wypisanie kluczowych informacji;
3)      uporządkowaniu materiału;
4)      znalezienie odpowiedzi na pytania;
5)      znalezienie kontrargumentów do prezentowanych w tekście opinii;
6)      przygotowanie prezentacji zdobytych informacji (np. plakat);
7)      przygotowanie się do dyskusji na podstawie tekstu.
Te zadania są wstępem do dalszej pracy z poznanymi treściami. Uczniowie po wykonaniu zadania najpierw w grupach powinni przedyskutować swoje propozycje, a potem mieć możliwość przedyskutowania ich na forum. W tym momencie nauczyciel może wychwycić błędy w myśleniu i odpowiednio je skorygować.
Inną forma zachęcenia do uważnego czytania jest zastosowanie metody układanki.  Nauczyciel dzieli klasę na cztery grupy eksperckie. Każda grupa otrzymuje jedną z czterech części informacji dotyczących  tematu lekcji. Uczniowie najpierw czytają samodzielnie informacje, następnie w swoich grupach eksperckich  dyskutują na ich temat i wybierają informacje kluczowe. Drugim etapem jest zmiana grup na uczące się – czteroosobowe.  W grupie uczącej się  jest po jednym ekspercie z każdej grupy eksperckiej, tak b y grupa ucząca się miała całość informacji dotyczących tematu lekcji. W grupach uczących się eksperci  przekazują nowe wiadomości innym i zbierają pytania i wątpliwości. W trzecim etapie może nastąpić powrót do grup eksperckich, które poszukują odpowiedzi na zgłoszone pytania i wątpliwości i konsultują się z nauczyciele, po czym na forum całej klasy wyjaśniają je.

       Kierowane odkrywanie
Kierowane odkrywanie zakłada pracę uczniów w grupach i samodzielne dochodzenie do wniosków (odkryć). Najprościej będzie zilustrować te metodę na przykładach.
Przykład 1. Cel: uczniowie rozumieją, ze niezależnie od wielkości koła, stosunek jego obwodu do średnicy jest taki sam 3,14… (p). „Zakładamy, że uczniowie rozumieją pojęcia „obwód” i „średnica”. Nauczyciel może powiedzieć: Dostaliście ode mnie koła różnej wielkości. Zmierzcie je i spróbujcie odszukać w zgromadzonych danych jakieś prawidłowości”[1] W wypadku takiej lekcji nie podajemy uczniom celu lekcji na jej początku.  Przykład 2. Cel: Uczeń wie, jaka zmienna ma wpływ na okres drgań wahadła.  „Nauczycie może poprosić uczniów, żeby próbowali zgadnąć, jakie zmienne mogą mieć wpływ na  czas potrzebny od jednego pełnego wychylenia wahadła, i zaplanować eksperyment, który pozwoli im sprawdzić każdą z tych zmiennych po kolei. W ten sposób dowiedzą się, jak różne zmienne wpływają na czas potrzebny do jednego pełnego wychylenia”[2].  W odkrywaniu  uczniowie są aktywni i samodzielni w dochodzeniu do wniosków. Rolą nauczyciela jest dokładne wyjaśnienie, czego nauczyciel od nich oczekuje i dostarczenie odpowiednich materiałów do przeprowadzenia przez uczniów eksperymentów lub pomiarów.  Nauczyciel musi również stale monitorować i wspierać uczniów, a w razie potrzeby naprowadzać ich na właściwy trop tak, by wykonanie zadania zakończyło się sukcesem. Z drugiej strony – najważniejsze jest tu odkrywanie, więc kierowanie przez nauczyciela powinno być ograniczone. Czym lepiej nauczyciel zna swoja klasę, czym trafniej dobierze grupy i ewentualnie wskaże lidera, tym mniejszy będzie jego wkład w odkrywanie.
Pracę uczniów w grupach należy nadzorować tak, by w odpowiednim momencie zażegnać nieporozumienia, jeśli grupa podąża w niewłaściwym kierunku lub zaprzestaje pracy. Warto ustalić, że po określonym (krótkim) czasie każda z grup przedstawi swój pomysł na kolejne działania, a nauczyciel albo zatwierdzi ten plan albo zadając pytania nakieruje uczniów na inne rozwiązanie.

        Studium przypadku i przykład
Studium przypadku może być analiza zadania, jego błędnego rozwiązania i określenie, w jaki sposób zadanie powinno być wykonane poprawnie. Podobnie działa „przykład”, jednak tu uczniowie otrzymują do zbadania poprawnie wykonane zadanie lub pracę. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest połączenie obu form – uczniowie analizują dwie prace (rozwiązania zadania czy problemu) i decydują, która z nich jest prawidłowa. Swoją opinie muszą uzasadnić, a dzięki temu lepiej uświadamiają sobie zasady i zależności. Kolejnym krokiem powinno być samodzielne wykonanie analogicznej pracy. W  wypadku zadań tekstowych ostatnia czynnością ucznia powinno być samodzielne wymyślenia zadania na dany temat. Układanie zadań wymaga głębokiego przetworzenia wiadomości, jest więc najtrudniejsze, a z drugiej strony pomaga zdiagnozować, na ile uczeń zrozumiał dane zagadnienie.

      Podobieństwa i różnice
Kolejnym sposobem utrwalania wiedzy, stosowanym częściej po wprowadzeniu nowych treści przez nauczyciela (pokaz, wykład, film)  jest wyszukiwanie podobieństw i różnic między nowymi treściami a tym, co uczniowie poznali wcześniej. 
Porównanie pomaga rozpoznać różnice i podobieństwa i przedstawić je w formie zadania porównawczego, matrycy lub diagramu, w których uczniowie wpisują to, co dwa zjawiska maja wspólnego i to, co je różni. Ta forma pozwala jednocześnie z wprowadzaniem i przetwarzaniem nowych treści odwołać się do znanych już uczniom informacji, powtórzyć je.  Przykładem zastosowania tej techniki może być porównanie warunków klimatycznych i krajobrazów organizmy roślinnych i zwierzęcych:  lasu równikowego wilgotnego i sawanny (przyroda II etap edukacyjny).
Klasyfikowanie jest procesem grupowania elementów według określonych kryteriów, cech charakterystycznych.





[1] Geoff Petty, Nowoczesne nauczanie, str. 287
[2] Tamże  str. 287

Wykład profesora Geralda Hüthera

Na pewno nie wszystkim zainteresowanym udało się posłuchać na żywo profesora Geralda Hüthera w Bydgoszczy lub Warszawie. Być może nie każdy przeczytał już jego ostatnia książkę „Wszystkie dzieci są zdolne”. Dlatego pozwolę sobie przedstawić swoje notatki z wykładu na I Kongresie Neurodydaktyki w Bydgoszczy (13-14 października 2014 r.).
G.Hüther od lat zajmuje się zgłębianiem tajemnic ludzkiego mózgu na Uniwersytecie w Getyndze i w klinice psychiatrycznej.  Zajmował się miedzy innymi dziećmi z podstawowym zakłóceniem pracy mózgu i dochodzi do wniosku, że gdyby dzieci w przedszkolu i szkole miały inne warunki rozwoju, to nie zachorowałyby na ADHD.
Szkoła w założeniu  kształtuje u uczniów te umiejętności, których społeczeństwo akurat potrzebuje. Jednak większość tradycyjnych szkół powiela schematy, które zostały wymyślone dla  zaspokojenia potrzeb  wynikających z warunków ekonomicznych i politycznych XIX wieku. System klasowo-lekcyjny, jednorodny program nauczania, ocenianie i związana z nim rywalizacja, uczenie się dla stopni, kształcenie  takich umiejętności jak posłuszeństwo i dyscyplina, były uzasadnione rozwojem gospodarczym, były przydatne do „produkcji” robotników i żołnierzy.  Ukryty program współczesnej szkoły niewiele różni się od tamtego. Dzieci  uczą się w szkole, że należy:
  • wykonywać polecenia zamiast zadawać pytania,
  • rozwiązywać problemy zgodnie z podanym schematem zamiast  poszukiwać własnych rozwiązań,
  • odpowiadać na pytania zgodnie z oczekiwaniami nauczyciela zamiast prezentować własne pomysły, 
  • pracować indywidualnie zamiast w uczyć się we wspólnocie z innymi,
  • konkurować zamiast współpracować i dzielić się z innym.

Tę listę mogłabym kontynuować.
Tymczasem żyjemy w innych czasach, a społeczne oczekiwania wobec ludzi zmieniły się. Powinny zmienić się jeszcze bardziej, jeśli chcemy, żeby kolejne pokolenia mogły żyć na naszej planecie. W bardzo szybko zmieniającym się świecie nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć, jakie kompetencje powinny być rozwijane u naszych uczniów, jakie będą potrzebne im samym, społeczeństwu i środowisku. Możemy jednak założyć, że już obecnie cenione są:  życzliwość, uprzejmość,  przejmowanie odpowiedzialności, wspólne myślenie,  empatia, ocena skutków, kontrolowanie impulsów, odporność na stres, otwartość na wyzwania, planowanie, przewidywanie, współdziałanie czy wreszcie umiejętność współżycia z  innymi i z naturą. W jaki sposób rozwijać te talenty – to pytanie dla pedagogów i neuronaukowców. Bo wiadomo, że tych kompetencji nie uda się ani nauczyć ani ocenić.

Genetyka nie steruje rozwojem mózgu
W swoim wykładzie G.Hüther podał dowody na to, że rozwój mózgu nie jest uwarunkowany genetycznie. Natomiast jego kształtowanie się jest nieustającym procesem ściśle związanym z genetycznym wyposażeniem, jakim jest budowa ciała. Nie ma takiego programu genetycznego, który decydowałby o strukturze i rozwoju połączeń neuronalnych. Zamiast tego jest samoorganizacja, która rozpoczyna się już w okresie płodowym. Programy genetyczne tworzą komórki nerwowe i wypustki w neuronach  w ogromnym nadmiarze. G.Hüther posłużył się pewną metaforą, by zobrazować tę sytuację:   jak rzeźbiarz w kamiennego bloku wykuwa rzeźbę, tak człowiek poprzez swoja aktywność i doświadczenia kształtuje strukturę neuronalną mózgu – jedne połączenia wzmacnia  a inne „przycina”.
Ten proces  rozpoczyna  się już w okresie płodowym – wzmacniają się połączenia neuronalne związane z motoryką, bo już w tym okresie dziecko porusza się. Zanim nienarodzone dziecko zacznie ssać swój palec, ma już tak rozwinięte połączenia, że może trafić palcem do buzi (przedtem wielokrotnie porusza ręką, a każdy ruch wzmacnia określone  połączenie między neuronami).  Program genetyczny przygotował mózg i ciało do współpracy.  U dzieci, które w wyniku uszkodzeń rodzą się bez ręki, połączenia neuronalne zaprogramowane genetycznie do „obsługiwania” ręki przeprogramowują się częściowo na „obsługiwanie”  nogi. Lub też sieć połączeń reprezentująca nogę rozwija się znacznie bardziej niż u dzieci pełnosprawnych, natomiast reprezentacja ręki w mózgu kurczy się i jest przycinana. Dziecko jest wówczas znacznie lepiej przygotowane do posługiwania się stopą i palcami stopy. Deficyty w jednym obszarze sprawiają, że bardziej rozwijają się inne struktury, które przejmują ich funkcje.  Na tym polega neuroplastyczność mózgu.
Co z tego wynika? Ponieważ genetycznie każdy z nas ma nieco inna budowę ciała (dotyczy to oprócz widocznych cech fizycznych również liczby receptorów na skórze, wielkości  narządów wewnętrznych itp.),  a mózg kształtuje się pod wpływem ciała – każde dziecko jest idealnie dopasowane i niepowtarzalne. Każde ma swoje talenty, a jednocześnie przychodzi na świat z ogromnym potencjałem w postaci nadwyżki neuronów. Ten potencjał kształtuje się najbardziej w pierwszym okresie życia poprzez relacje z innymi, doświadczanie i odkrywanie.  Potencjał rozwinie się, jeśli  dziecko może otworzyć się na otoczenie, a warunkiem tej otwartości na świat jest brak lęku. Strach powoduje, że mózg koncentruje się na wypracowaniu strategii obrony przed lękiem.
Tym, co powoduje, że dziecko rozwija się bez lęku, jest poczucie bezpieczeństwa. Dwa doświadczenia z okresu płodowego to właśnie bezpieczeństwo i  możliwość eksperymentowania. W okresie płodowym dziecko poznaje swoją mamę – słyszy bicie jej serca, odczuwa smaki, które są jej bliskie, czuje kołysanie. Po narodzinach dziecko potrzebuje kontynuacji tej więzi i bliskości. Z drugiej strony – już przed narodzinami dziecko ma możliwość poruszania się i eksperymentowania.  I ta potrzeba autonomii i wolności rozwija się daje po narodzinach.  Wolność, ciekawość oraz więź, akceptacja, bezpieczeństwo – to dwa systemy w mózgu.

Niezaspokojona potrzeba bezpieczeństwa pobudza te same połączenia nerwowe, które reagują na fizyczny ból.  Z czego wynika, że brak akceptacji wywołuje ból, a człowiek odczuwający ból nie może się uczyć. Nietrudno to zrozumieć – każdy ma z pewnością za sobą takie doświadczenie. Ból zęba, głowy, żołądka wyklucza uczenie się.  Ból braku akceptacji działa tak samo!
Niezaspokojone potrzeby wywołują  „upośledzenie” mózgu. Tak się dzieje, jeśli człowiek jest traktowany przedmiotowo. W swojej potrzebie akceptacji i uznania będzie tak samo zraniony, jak w sytuacji  niemożliwego do zaspokojenia głodu lub pragnienia, a to wywoła w mózgu  stres i  w konsekwencji zabija ciekawość.  Mózg koncentruje się na rozwiązaniu tej nieprzyjemnej sytuacji. Tu może pojawić się dziecko z ADHD, które swoim zachowaniem domaga się uwagi i akceptacji takim jakie jest. To że dziecko szuka w ten sposób akceptacji może wydawać się dziwnie, ale przecież ono  po prostu nie wie, jak inaczej sobie pomóc . Nie uświadamia sobie tego, że chodzi o lęk i brak bezpieczeństwa.
Człowiek, w którego mózgu przez doświadczenie powstały i wzmocniły się takie właśnie połączenia neuronalne, mechanizmy pozyskiwania uwagi i przynależności, staje się w pewnym sensie niewolnikiem  tych mechanizmów.  W dorosłym życiu łatwiej sięga po środki zastępcze – popada w konsumpcjonizm, ulega nałogom, ucieka w gry komputerowe, nieustannie podróżuje jakby uciekając przed sobą lub nałogowo korzysta z portali.  Człowiek, który czuje się wolny i akceptowany nie potrzebuje zmieniania samochodu co dwa lata, podróży, 90% produktów, które zalegają półki sklepowe i markowych ubrań. 

Małe dzieci są wyposażone w  talenty, mają mózgi przygotowane do ich rozwijania. Rolą przytomnych dorosłych jest tylko niepsucie tego naturalnego potencjału  i stwarzanie warunków do ich rozwoju poprzez  zdrową miłość i akceptację.

Mózg zmienia się pod wpływem aktywności i doświadczenia
Mięsnie rozwijają się pod wpływem wysiłku i ćwiczeń. Można stworzyć sobie intensywny program treningów i realizować go konsekwentnie i całkiem mechanicznie.   Z mózgiem jest nieco inaczej.  Nie można go wyćwiczyć w sposób mechaniczny, a wysiłek nie zda się na nic, jeśli zabraknie neuroprzekaźników, które G.Hüther nazywa „nawozem dla mózgu”. Uwalniają się  tylko wtedy, jeśli coś poruszy nasze emocje. A to dzieje się między innymi wówczas,  gdy odkrywany coś sami, sami dochodzimy do czegoś lub coś tworzymy. Komórki, które uwalniają neuroprzekaźniki, aktywizują się, kiedy  osiągamy cel, który przed sobą postawiliśmy, kiedy dochodzimy do efektu lepszego niż przewidywany.  Wynika z tego, że dziecko:
·         nauczy się tylko tego, co budzi w nim radość, wywołuje zachwyt, bo dzięki temu uwalniają się neuroprzekaźniki,
·         porusza tylko to, co jest ważne  dla niego samego, a nie to, co narzucają inni (nauczyciele, rodzice),
·         radość uczenia się odczuwa dzięki innym ludziom, którzy  dostrzegają jego sukcesy (nauczyciele, przedszkolanki, rodzice, inne dzieci).
Tu  G.Hüther opowiedział  historyjkę o 85-latku,  który postanowił nauczyć się języka chińskiego. Opowiedział o tym znajomym, którzy przyjęli jego pomysł ze zdziwieniem: „A po co ci to, jesteś zresztą za stary na uczenie się języków”. Również nauczyciel odniósł się sceptycznie do tego planu. I właściwie sam staruszek zaczął się zastanawiać nad sensem całego przedsięwzięcia. O ile inna byłaby sytuacja, gdyby 85-latek poznał o dwadzieścia lat młodszą uroczą Chinkę i zakochał się w niej. I gdyby jeszcze postanowili zamieszkać w jej wiosce w Chinach. Prawdopodobnie po pół roku władałby już odpowiednim dialektem.
Pytania, które padły w tym momencie wykładu to:
·         Jak my, dorośli, niszczymy u dzieci radość i zachwyt bycia twórcami i odkrywcami?
·         Jak zadbać o to, by ta naturalna motywacja nie znikała?
·         Jak odbudować w uczniach radość uczenia się?
·         Jak zmienić kulturę szkoły, by dzieci mogły w niej odkrywać, odczuwać radość uczenia się, tak, by na wakacje wyjeżdżały z płaczem i nie mogły się doczekać początku roku szkolnego?
W Niemczech powstała inicjatywa Schule im Aufbruch (polskie robocze tłumaczenie to Budząca Się Szkoła).  Takie szkoły są szczególne nie ze względu na specjalna pedagogikę, lecz dlatego, że stanowią wspólnotę uczniów, rodziców, nauczycieli i dyrekcji.  Efekty nauczania-uczenia się zależą od klimatu szkoły, kultury organizacyjnej, a Budzące Się Szkoły zachęcają do współpracy. Głowna teza to:
·         Każdy jest  indywidualnością, ale tylko w połączeniu z innymi ludźmi i dzięki nim.

Albo obecne stosunki społeczne będą kształtowały nasze szkoły – albo nasze szkoły zaczną kształtować przyszłość rzeczywistości społecznej.

Po lekturze książki „Empatia. Co potrafią neurony lustrzane?” Joachima Bauera

Neurony lustrzane, a właściwie zawarty w książce opis ich funkcjonowania, pobudził mnie do refleksji. To przyjemne doznanie.
Czym są te „neurony lustrzane”? Jaka jest ich rola? Bauer pisze o „dostrajaniu”, a ja bardziej myślę o „naśladowaniu”. W pewnym uproszczeniu bowiem można je właśnie tak określić – są to neurony, które uczą się przez odtwarzanie, naśladowanie.  Zadaję sobie pytanie, czy przypadkiem nie jest tak, że wszystkie neurony naśladują – na śladują – idą po śladzie? Czy cokolwiek, co robimy w życiu, czego się podejmujemy, może być całkowicie „moje”, autonomiczne, niezależne od poznanych wzorców? Nawet to, że myślimy, poszukujemy, odkrywamy, może być efektem zaobserwowanych lub poznanych (przeczytanych lub zasłyszanych) wzorców. Może być, lecz nie musi. Nie wiem tego – to pytanie otwarte, materiał do przemyśleń i poszukiwań własnych odpowiedzi. Tylko czy jestem w stanie w tym myśleniu oderwać się od znanych mi doświadczeń (swoich i cudzych)? Czyli znowu – czy to nie neurony lustrzane będą kierować moim myśleniem?
Neurony lustrzane aktywują się wówczas, gdy obserwujemy działania innej osoby i wywołują w naszych mózgach odpowiednie reakcje – pobudzone są te  połączenia między neuronami, które byłyby aktywne, gdybyśmy sami i według własnego programu wykonywali tę czynność. To, czy wykonamy dana czynność rzeczywiście, czy nie – zależy od nas (przynajmniej do pewnego stopnia). Jednak program działania, symulacja w mózgu odbywa się niezależnie od nas, w sposób nieświadomy, spontaniczny i mimowolny. Kiedy ktoś ziewa – najczęściej robimy to samo, gdy w widoczny sposób odczuwa ból, często na naszych twarzach pojawia się wyraz bólu.
Dzięki neuronom lustrzanym działamy w sposób intuicyjny. Odczytują one z zachowania innych ludzi mikrosygnały, których nie jesteśmy w stanie przeanalizować świadomie, a które sprawiają, że odczuwamy obawę, satysfakcję,  intuicyjnie ufamy komuś lub nie.  Warto tu jednak zaznaczyć, że nie zawsze intuicja będzie dobrym doradcą, a jej oceny okażą się trafne. Po pierwsze – możemy być poddani manipulacji przez osoby, które świadomie panują nad swoja mową ciała i mimiką. Po drugie – intuicja zawodzi w sytuacjach silnego wzburzenia lub strachu. System lustrzany przestaje wówczas działać należycie.
Uczenie się jest w dużym stopniu uzależniona od właściwego funkcjonowania neuronów lustrzanych. A co za tym idzie – stres, strach i napięcie wpływają hamująco na procesy uczenia się.
Szczególnie u małych dzieci widoczny jest wpływ układu lustrzanego  na uczenie się. To właśnie neurony lustrzane sprawiają, że dzieci naśladują. Dzięki temu nabywają umiejętności chwytania, siadania, chodzenia, mówienia, ale też bardziej złożone kompetencje, jak np. empatia, współczucie, radzenie sobie z problemami, cierpliwość.   System lustrzany małych dzieci jest szczególnie wrażliwy na docierające bodźce – odtwarza wszystko, co zaobserwuje w swoim otoczeniu,  i  dostraja się do osób, z którymi ma bliski kontakt. I to przyjmuje jako wzorce. Dlatego zachowania rodziców i opiekunów dziecka w tym okresie są bardzo ważne – to one kształtują małego człowieka. Zmieniające się często osoby w najbliższym otoczeniu, brak stałości i spójności w relacjach z opiekunami działa jako nadmiar bodźców i powoduje, że dziecko może mieć problem z zachowaniem uwagi. Z tym wyposażeniem dziecko wkroczy w do klasy lekcyjnej, gdzie proces formowania systemu neurobiologicznego będzie przebiegał dalej.
Warunkiem prawidłowego i satysfakcjonującego rozwoju jest okazywana uczniom przez każdego nauczyciela sympatia, zrozumienie, akceptacja, wyrażane w sposób szczery i  autentyczny. Dzięki rozwiniętemu wcześniej systemowi neuronów lustrzanych dziecko intuicyjnie rozpozna fałsz. Relacje międzyludzkie w szkole mają pierwszorzędny wpływ na postrzeganie siebie, uczenie się i nabywanie kompetencji społecznych. Początek lekcji to ten moment, kiedy każde dziecko powinno odczuć wyraźnie, że jest dostrzeżone, ważne i akceptowane. Okazją do autentycznego nawiązania takiego emocjonalnego kontaktu może być przywitanie każdej uczennicy/każdego ucznia w drzwiach klasy poprzez podanie ręki i spojrzenie w oczy.
Nauczanie przez modelowanie jest możliwe tylko wówczas, kiedy mózg dziecka dostraja się do nauczyciela – a to znowu działanie układu neuronów lustrzanych. Ważne jest nie tylko to, co nauczyciel robi, lecz również – w jaki sposób to wykonuje, na ile jest zaangażowany, dokładny, zadowolony z tego, co akurat wykonuje. Zanim jeszcze odkryto neurony lustrzane zostały odkryte, wielu nauczycieli było świadomych zależności między jakością wykonywanych przez nich działań a efektywnością nauczania-uczenia się. Przykładem może być pedagogika waldorfska. Nauczyciel w okresie wczesnoszkolnym bardzo starannie, z zaangażowaniem (radością), powoli i w skupieniu rysuje na tablicy odcinki, kształty geometryczne, kolorowe ilustracje do opowiadanych treści, pisze cyfry i litery. Neurony lustrzane sprawiają, że dzieci nie tylko obserwują czynności, lecz również współodczuwają emocje, jakie towarzyszą nauczycielowi.  A to wpływa na ich uczenie się - naśladują nauczyciela i dostrajają się.  Ta strategia nauczania jest efektywna wówczas, gdy chodzi o zapamiętywanie i odtwarzanie prostej wiedzy i kształcenie podstawowych umiejętności. Jednak nawet w tym wypadku podtrzymywanie motywacji wewnętrznej i wytworzenie w mózgu trwałej wiedzy i  kompetencji wymaga czegoś więcej.
Ludzki mózg zadaje sobie pytanie o celowość nabywania wiedzy i jej przydatność. Uświadomienie uczniom celu uczenia się nowych wiadomości i możliwości zastosowania w praktyce umiejętności powoduje, że mózg zapamiętuje lepiej, łatwiej i w sposób bardziej trwały. Powiązanie nauczanych treści z rzeczywistością znaną uczniom, z ich doświadczeniem z jednej strony, oraz umożliwienie zastosowania nowej wiedzy w sposób interesujący lub przydatny – z drugiej – to warunki skutecznego nauczania. 
Co z tego wynika dla nauczycieli?
1.       Wszystko, co robisz na lekcji – rób z przyjemnością i zaangażowaniem.
2.       Zobacz w każdym dziecku człowieka i okazuj mu to – spojrzeniem, uśmiechem, zainteresowaniem.
3.       Zaplanuj cel lekcji tak, by był on powiązany z doświadczeniem uczniów.
4.       Na początku lekcji wprowadź nową wiedzę w sposób ciekawy i zrozumiały.
5.       Zaplanuj takie formy pracy, by uczniowie mieli okazję zastosować nową wiedzę w praktycznych związanych z rzeczywistością sytuacjach.

Intuicja, pasja, rozwój

Intuicja, czym ona jest? Nie będę szukać słownikowych definicji. Przynajmniej na razie.
To tak jak jazda samochodem. Niezależna od wiedzy i stosowania procedur… A nawet więcej. Rozwija się, kształtuje z czasem i w miarę napływu kolejnych doświadczeń. 
Mądrość nabyta z wiekiem, czyli to, co kiedyś charakteryzowało mędrców, to też forma intuicji, taka wyższa, najwyższa. Jest pochodną doświadczenia, obserwacji, zrozumienia i przekształcenia tego w wewnętrzną nieświadomą umiejętność wnioskowania na podstawie niemal nieuchwytnych sygnałów. Nie powstaje tak sobie, nie rodzi się u każdego, nie doświadczy jej bezrefleksyjny konsument. W społeczeństwie konsumpcyjnym chyba zanika. Wymaga szczerości wobec siebie samej, myślenia, wysiłku, powstaje z cierpienia i bólu.  Weltschmerzu, w którym nie ma przypadkowych zdarzeń, każde bowiem czemuś służy,  z czegoś wynika i ma konsekwencje trudne do przewidzenia. Tak jak teraz.
Co takiego sprawia, że jestem „wspaniałym pedagogiem” w opinii moich uczniów i rodziców?  Co jest przyczyną obawy niektórych  nauczycieli? Pytania pozornie ze sobą niezwiązane, jednak odpowiedzią na nie jest wspólna.
Kiedyś napisałam, czym jest dla mnie bycie nauczycielem, tekst, podobnie jak wiele innych, zaginął w charakterystycznym dla mnie bałaganie. Jego tezy nie straciły jednak na znaczeniu.
Po pierwsze – to sposób na życie.  Jeżeli przychodzisz do szkoły głównie po to, żeby  zarabiać, to masz marne szanse na sukces. 
W szkole wchodzisz w zwielokrotnione specyficzne relację z drugim człowiekiem i z grupą.  Niemożliwe jest oderwanie od tego emocji, więc działasz całą sobą. Pracujesz swoja osobą, wnętrzem, wartościami, a dopiero na końcu wiedzą.  W szkole masz do czynienia z młodymi ludźmi,  jeśli ich nie lubisz, to zmień zawód. Jeśli nie akceptujesz choć jednego dziecka jako człowieka – to odejdź, bo w przeciwnym razie wyrządzasz mu krzywdę.  Jeśli nie potrafisz odróżnić „akceptacji człowieka” od „akceptacji jego zachowania”, to lepiej dla obydwu stron będzie, jeśli znajdziesz sobie inne pole do działania.  Pracując w jakimkolwiek innym miejscu, możesz po prostu realizować zadania. W szkole wpływasz na człowieka, zwanego dzieckiem,  najbardziej bezpośrednio, jak to możliwe – miedzy innymi poprzez neurony lustrzane.
Po drugie – to pasja. Bo jeśli jej nie masz, to nic dzieciom nie ofiarujesz oprócz suchej wiedzy.  Pasja wcale nie musi dotyczyć  przedmiotu nauczania. Jako wychowawca modelujesz stosunek uczniów do posiadania zainteresowań jako takich.  Pokazujesz, że  one nadają sens i treść życiu, że są ważnym źródłem radości i satysfakcji niezależnie od zewnętrznych nagród.  Pasja jest ściśle związana z wewnętrzną motywacją. To ciekawy temat do rozważań – skąd bierze się głębokie zainteresowanie, jak się rozwija, jak to się dzieje,  że bez żalu poświęcamy swojej pasji czas, pieniądze. Co otrzymujemy w zamian?  Radość, satysfakcję, szczęście. Uwalnia się dopamina, nasz wewnętrzny nauczyciel i uczeń w jednej osobie – mózg – sam dba o to, by się nagrodzić. Mogę sobie wyobrazić, że uczę i wychowuję nie otrzymując za to wynagrodzenia.  Robiłabym to z jeszcze większa przyjemnością. Jakie to byłoby piękne, gdyby  człowiek szukał pracy nie po to, by zarobić, lecz po to, by się realizować. Ciekawe, czy ktokolwiek pracowałby wówczas w korporacji!  Moją pasją jest uczenie i wychowanie. I jedno i drugie polega na dzieleniu się – dawaniu z siebie i braniu od dzieci.  Jest jakby wspólną podróżą.  Ja znam trochę lepiej tę ścieżkę, bo już ją kiedyś przebyłam. Jednak zmienia się ona za każdym razem, czasami zarasta, pojawiają się na niej przewrócone drzewa, wyrastają nowe, coś trzeba ominąć, może nas zaskoczyć burza lub mgła. Tak jak wyprawa w góry – mogę  iść tym samym szlakiem, jednak nigdy nie jest to ta sama wyprawa.  W nauczaniu pojawiają się nowe metody,  inne technologie, źródła informacji przedtem niedostępne. W wychowaniu to przede wszystkim osobowości, każdy człowiek w swojej niepowtarzalnej konstrukcji emocjonalnej, intelektualnej, psychicznej. To nowe problemy, niezaspokojone potrzeby, wyzwania. A to wyznacza trzeci aspekt sposobu na życie, jakim jest – rozwój.

Wszystko, co przestaje się rozwijać – zaczyna obumierać.  Więc rozwój jest warunkiem bycia skutecznym i dobrym nauczyciele i wychowawcą. Niepoddawanie się rutynie, ciągłe poszukiwanie, uczenie się dotyczy zresztą nie tylko  nauczycieli, jest właściwie konieczne w każdym zawodzie. Jednak szkoła powinna tu odgrywać szczególną rolę. Bo jak wykształcić umiejętność uczenia się i  motywację do rozwoju, jeśli nauczyciel sam  nie uczy się i nie rozwija?  Jeśli korzysta z gotowych konspektów, zamiast poszukiwać własnych rozwiązań? Jeśli wykłada zamiast stwarzać warunki do uczenia się? Jeśli nie rozbudza zainteresowania i wynikającej z niego wewnętrznej motywacji tylko „realizuje program”?

Obejrzyj wszystkie cztery części - warto:
https://www.youtube.com/watch?v=LJtFe6jSEQk